Kolejna mieszanka firmowa. Resztówka wydłubana z chorego umysłu, którego nie wyleczyła kuracja odwykowa. Być może pamięć zawodzi i zdarzają się powtórki i przekręty. Errare humanum est et repetitio est mater studiorum. Warto więc uczyć się na pamięć tych bezeceństw i obelg, tak typowych dla naszej polskiej formacji myślowej.
Zakochany
Uznaje
feromony
Tylko
od żony
Świntuch ze mnie
Gdyś
seksualny inwalida
Utnij
co już ci się nie przyda
U Pani?
Jakże
cenny
Ten
trójkąt równoramienny
Granica więzi?
Gdy pozwala mi odpiąć stanik
Przestaję mówić jej „pani”
Samoocena Wylewam litry potu A moje fraszki bez polotu
Było, minęło
Się miało
To ciało
Do grobowej
deski
Chcę leżeć przy tobie
Nawet w grobie
Po ślubie?
Moja afrodyta
Nareszcie zdobyta
Sławne
Niejedna panna z tego słynie
Że pod sukienką ma dwie dynie
Ale szczęściarz!
Mam żonę spod znaku panny
Stąd mój zachwyt …nieustanny
Tyle tych
magnesów!
Twoje uroda działa jak magnes
Więc wciąż
cię pragnę pragnę pragnę
Droga do celu
Od nitki do kłębka
Już jest blisko pępka
Uważaj doznasz
porażenia
W tobie jest tyle słońca
Patrzałbym na cię bez końca
Oczekiwanie
kurek
Mamy nadzieję
Że pan nasz dziś zapieje
Nieudacznik
Nie ma siły tura
Ni jurności kura
Zawiedziona
Niewiele po nim się spodziewa
Kurewa
Mam pojemne Serce
Żyje więc w rozterce
Pięknych panien bez liku
Którą stawić na świeczniku?
Warunek nie do
odparcia
Będę dla ciebie grzeczny
Jednak w dążeniach mych nie przecz mi
Minął czas długi
Uśmiechnęła się
po raz drugi
Na upartą
Niech prawda ta
do niej dotrze
Istnieją od niej
młodsze
Moje piórka
W smutku
podpórka
Aj jak zaboli
I tak się zdarzy
Można słowem dać
po twarzy
I to bez słów
Mam ci wiele do
powiedzenia
Ale nie na ucho
Udowodnię ci
Mój kotku
Prawda leży
pośrodku
Jak ślepej kurze
Zdarzyła mi się okazja
Miód i małmazja
Bardziej
grzeszne
Zamiast chabry wolę
Zbierać z tobą kąkole
Nie jedno ni
drugie
Grzechem i wadą
Jest zdobyć dziewczęce eldorado?
Nie trać nadziei
Do twarzy było jej z rumieńcem
Próbowałem wykrzesać nie dało się więcej
Brak oprzyrządowania?
Nie masz czym
Nie mam szans
Wprowadzić jej
w trans
I zrodzi mi Jakuba
Gdzieś tam w świecie jakaś Rebeka
Na moje skinienie czeka
Po co ci wnętrze
ważniejsza ta reszta
Jest kolorowa jak tęcza
Żeby choć trochę miała wnętrza
Nadzieja moja matka
Jestem głupi mam nadzieje
Że i dla mnie lepszy wiatr zawieje
Kupiłem żonie
Kto najpiękniejszy powiedz mi lustro
Na pewno nie ty bóstwo
Był pewnie
nieprzyzwoity
Była powabna jak mleczu puch
Spłoszył ją mój jeden ruch
Takiś pesymista
Powiedziałem sobie „w dechę”
Gdy obdarzyła mnie uśmiechem
Jeśli to
wszystkich
Moja troska główna
Przyjdzie walec i wyrówna
I będziemy mieli
dzieci
Ty marzysz ja marze
Że się z tobą sparzę
Nie przebieraj
Nie zdały się na wiele
Jej słowicze trele
Jej słowicze trele
Bardziej liczę
Na pieśni słowicze
I tak bywa
Zamiast wśród
mrówek
Usiadła w pokrzywy
Uznaje feromony
Tylko od żony
Świntuch ze mnie
Gdyś seksualny
inwalida
Utnij co już ci
się nie przyda
U Pani?
Jakże cenny
Ten trójkąt
równoramienny
Granica więzi?
Gdy pozwala mi
odpiąć stanikPrzestaję mówić jej „pani”
Samoocena
Wylewam litry potu
A moje fraszki
bez polotu
Było, minęło
Się miało
To ciało
Do grobowej deski
Chcę leżeć przy
tobie
Nawet w grobie
Po ślubie?
Moja afrodyta
Nareszcie
zdobyta
Sławne
Niejedna panna z
tego słynie
Że pod sukienką
ma dwie dynie
Ale szczęściarz!
Mam żonę spod
znaku panny
Stąd mój zachwyt
…nieustanny
Tyle tych magnesów!
Twoje uroda
działa jak magnes
Więc wciąż cię pragnę pragnę pragnę
Droga do celu
Od nitki do
kłębka
Już jest blisko
pępka
Uważaj doznasz porażenia
W tobie jest
tyle słońca
Patrzałbym na
cię bez końca
Oczekiwanie kurek
Mamy nadzieję
Że pan nasz dziś
zapieje
Nieudacznik
Nie ma siły tura
Ni jurności kura
Mam pojemne Serce
Żyje więc w
rozterce
Pięknych panien
bez liku
Którą stawić na
świeczniku?
Załamał się? Chociem
zbereźnik niecnota i gad Będę
cię nosił na rekach przez świat
Skromny Do
szczęści nie trzeba mi wiela Kochanki
i przyjaciela
Przemiana
pokoleń Epoka
była Izydora Teraz
na mnie pora
Poddany? Klęczę
u twego podnóżka Błagam
zaproś do łóżka
Kochankowie i politycy Rozmawiać
w cztery oczy? Chyba
w dwa języki?
Jest nadzieja
Minął
czas długi
Uśmiechnęła
się po raz drugi
Na upartą
Na upartą
Niech
prawda ta do niej dotrze
Istnieją
od niej młodsze
I powiedz dobre słowo
Moje
piórka
W
smutku podpórka
Aj jak zaboli
I
tak się zdarzy
Można
słowem dać po twarzy
I to bez słów
Mam
ci wiele do powiedzenia
Ale
nie na ucho
Udowodnię ci
Mój
kotku
Prawda leży pośrodku
I powiedz dobre słowo
I powiedz dobre słowo
Moje
piórka
W
smutku podpórka
Aj jak zaboli
I
tak się zdarzy
Można
słowem dać po twarzy
I to bez słów
Mam
ci wiele do powiedzenia
Ale
nie na ucho
Udowodnię ci
Mój
kotku
Prawda
leży pośrodku
Jak ślepej kurze
Zdarzyła mi się
okazja
Miód i małmazja
Bardziej grzeszne
Zamiast chabry
wolę
Zbierać z tobą
kąkole
Nie jedno ni drugie
Grzechem i wadą
Jest zdobyć
dziewczęce eldorado?
Nie trać nadziei
Do twarzy było
jej z rumieńcem
Próbowałem
wykrzesać nie dało się więcej
Brak oprzyrządowania?
Nie masz czym
Nie mam szans
Wprowadzić
jej w trans
I zrodzi mi Jakuba
Gdzieś tam w
świecie jakaś Rebeka
Na moje
skinienie czeka
Po co ci wnętrze ważniejsza ta reszta
Jest kolorowa
jak tęcza
Żeby choć trochę
miała wnętrza
Nadzieja moja matka
Jestem głupi mam
nadzieje
Że i dla mnie
lepszy wiatr zawieje jest w innym
Kupiłem żonie
Kto najpiękniejszy powiedz mi lustro
Na pewno nie ty
bóstwo
Był pewnie nieprzyzwoity
Była powabna jak
mleczu puch
Spłoszył ją mój
jeden ruch
Takiś optymista?
Powiedziałem
sobie „w dechę”
Gdy obdarzyła
mnie uśmiechem
Jeśli to wszystkich
Moja troska
główna
Przyjdzie walec
i wyrówna
I będziemy mieli dzieci
Ty marzysz ja
marze
Że się z tobą
sparzę
Nie przebieraj
Nie zdały się na
wiele
Jej słowicze trele
Jej słowicze trele
Bardziej liczę
Na pieśni
słowicze
I tak bywa
Zamiast wśród mrówek
Usiadła w
pokrzywach
Diabeł docenia
Mówi mi córka
Twe fraszki jak
piórka
Mówi synalek
Piszesz
wspaniale
Mówi żonisko
Upadłeś nisko
Zaś mówi dziadek
Tragicznyś wypadek
I babka w
kłopocie
Z ciebie sto
pociech
I krytyk
Nie szczędzi
przytyk
Zaś ciotka
rzekła
Pójdziesz do
piekła
Stróż anioł zaś
za mnie
Ręce łamie
Piotr cię nie
wpuści
W niebiańskie
czeluści
Rzecze diablisko
Za słabe dla cię
Piekielne
ognisko
Będzie
bezpieczniej
Gdy pożyjesz wiecznie
W ramionach studenta…
Student ze
studentką
Dogada się
prędko
Jestem za niski?
Rzekła mi w pół
drogi
Za wysokie dla
cie moje progi
Mały wydatek
W Ewy stroju ci
do twarzy
Lepszego nie
mogłaś sobie wymarzyć
Pracował na dwu
etatach?
Rozdwoił swoje życie
Zakładając trójkąt małżeński
Bo ona też pracuje!
Nie pojmuje
Że żona mniej kosztuje
Odmierzają
godziny życia?
Nie stworzą pary
Gdy żona i mąż biją jak zegary ?
Lewą czy prawą
stroną?
Gdy mówię półżartem
Śmieją się pół usty
A gdy myślą dwa?
Popełniamy komedię pomyłek
Gdy nie myśli głowa a tyłek
Gdy uchylam
przed panią
Czasem muszem
Pomyśleć kapeluszem
Ja nie wołam
Wołamy jednogłośnie
Niech nam wódz wyrośnie
W Polsce tyle
wiatraków
Nachodzi mnie ochota
By pełnić rolę Don Kichota
A przedtem toś szczebiotał
Nie mam jej wiele do powiedzenia
Do widzenia
Razem raźniej
tonąć
Deska ratunku też tonie
Gdy zbliża się nasz koniec
Nie wszystko?
Jestem gotów oddać ci wiele
Gdy spełnisz moje cele
Sam mu pomoże
Anioł stróż jest bezsilny
Gdy kosa machnie
Moja pasuje do
każdej
Noszę w sobie półprawdę noszą i one
Obie połówki dla siebie stworzone
Dziejów?
Choruje mój zdrowy rozsądek
Bo nie idę z prądem
Aż tak pokonana?
Oblała się perlistym potem
Znak że udały się zaloty
Szczególnie u Olejnik
Nieraz zdania są podzielone
Kropkami na i
Idealna para
Spotkał się pan i pani
Oboje miłośnie otrzaskani
A właśnie że ma
Koleje losu
Nie mają głosu
Chwała takim
upadkom
Stoczyli się na dno upadku
Pozostali do końca życia w tym stadku
Bo wygrzane?
Gości we mnie taka pokusa
By w twoje łoże dać susa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz