Śmieciowe
Skoro choroba
jest nieuleczalna i na fraszko
holizm autora
nie ma lekarstwa, chyba że
jakiś literacki znachor,
czy inny jakiś
Kaszpirowski, znajdzie na niego sposób,
to autor ma obowiązek (święty?) zatruć
święty spokój czytelnika śmieciową
produkcją grafomaniackich gadżetów
(taśmową), wiedziony
niepohamowaną
zazdrości do tuzów gatunku, mistrza
Izydora Sztaudyngera, czy choćby samego
Mikołaja Reja, (niech im niebiosa wybaczą
pisanie prawdy o głębinach stosunków
damsko-męskich). Autor liczy na to samo,
gorsząc jeszcze niezgorszonych. Przyjdzie
jednak czas, że taśma się zatnie, ku
żalowi
nieutulonej ludzkości.
Amen
Drugi dopiero Lec
Jam jest pierwszy
W pisaniu dwuwierszy
Od początku
świata
Erotyka
Wszystkich dotyka
Koniec szlus
Złote myśli
Z głowy mi wyszli
Dewiza każdego
mężczyzny
Jedna w życiu?
W życiu!
W skórze węża
Zwycięża
N.p. J.K.
Bujaj się ze mną
Bujaj się Fela
Byle nie w obłokach
Żony niech
chodzą w chustkach
Korona na głowie żony
To układ spaczony
Czasem da w oko
Historia do nich puszcza oko
Więc dążą do władzy ławą szeroką
Np. Napoleonowi
Mały wzrostem chce grać wielkoluda
Czasem jednemu to się uda
Unikaj lustra
Lustro prawdy nie powie
Jaki z ciebie człowiek
Mądrość ludowa
Czas składa się z samych przedtem i
potem
Polecam
Przegrany polityk zapomnienie znajdzie w
kieliszku
Kolejność rzeczy
W życiu można mieć wielkie pieniądze
Po śmierci rozpadamy się na drobne
Słodka łapówka
Obiecałem jej lepsze jutro
Za to co mi da dzisiaj
On wyprowadził
na łąkę
Ona wyprowadziła go w pole
Darując pacholę
Środek też jest
słodki
Cel uświęca środki
Gdy cel jest słodki
I odpowiednie
kowadło
Ten jest kowalem swego losu
Gdy ma młot ze złota
A od czego klin
Każdy to przyzna
Na zranionym uczuciu nie goi się blizna
Więc przestaje
głupcami
Głupiec ma dużą wartość dla przeciwnika
Wołając ratunku
Co mi szkodzi
Tonąć w płytkiej wodzie
Obiecanki?
Mową trawą można wiele zyskać
Szczególnie u kobiety
Przedwstępna?
Kobieca mowa to najczęściej trawa
Mowa trawa to też zabawa
Polacy mają dwie
Aż cztery strony świata
Po co nam tyle
A co? Nie warta?
Sprzedam narzeczoną na libretto
Za bezcen
Z kuchnią?
Zawarto układ – partnerstwo w pokoju
Dzisiaj
same zniszczenia
Lepsze jutro było już wczoraj
Dzisiaj może być tylko lepsza pogoda
Nic poza tym nie
mają
Gdyby
nie telewizja politycy nie mieli by twarzy
Mój wielki
talent
Jam jest pierwszy
W pisaniu dwuwierszy
Od początku
świata
Erotyka
Wszystkich dotyka
Koniec szlus
Złote myśli
Z głowy mi wyszli
Dewiza każdego
mężczyzny
Jedna w życiu?
W życiu!
W skórze węża
Zwycięża
Bujaj się ze mną
Bujaj się Fela
Byle nie w obłokach
Żony niech
chodzą w chustkach
Korona na głowie żony
To układ spaczony
Czasem da w oko
Historia do nich puszcza oko
Więc dążą do władzy ławą szeroką
Np. Napoleonowi
Mały wzrostem chce grać wielkoluda
Czasem jednemu to się uda
Unikaj lustra
Lustro prawdy nie powie
Jaki z ciebie człowiek
Mądrość ludowa
Czas składa się z samych przedtem i
potem
Polecam
Przegrany polityk zapomnienie znajdzie w
kieliszku
Kolejność rzeczy
W życiu można mieć wielkie pieniądze
Po śmierci rozpadamy się na drobne
Słodka łapówka
Obiecałem jej lepsze jutro
Za to co mi da dzisiaj
On wyprowadził
na łąkę
Wyprowadziła go w pole
Darując pacholę
Środek też jest
słodki
Cel uświęca środki
Gdy cel jest słodki
I odpowiednie
kowadło
Ten jest kowalem
swego losu
Gdy ma młot ze
złota
A od czego klin
Każdy to przyzna
Na zranionym
uczuciu nie goi się blizna
Więc przestaje głupcami
Głupiec
ma dużą wartość dla przeciwnika
Wołając ratunku
Co
mi szkodzi
Tonąć
w płytkiej wodzie
Obiecanki?
Mową
trawą można wiele zyskać
Szczególnie
u kobiety
Przedwstępna?
Kobieca
mowa to najczęściej trawa
Mowa
trawa to też zabawa
Polacy mają dwie
Aż
cztery strony świata
Po
co nam tyle
A co? Nie warta?
Sprzedam
narzeczoną na libretto
Za
bezcen
Z kuchnią?
Zawarto
układ – partnerstwo w pokoju
Dzisiaj
same znisczenia
Lepsze
jutro było już wczoraj
Dzisiaj
może być tylko lepsza pogoda
Nic poza tym nie
mają
Gdyby
nie telewizja politycy nie mieli by twarzy
Ja to patrzę na
nią jednoznacznie
Są
słowa wieloznaczne i spojrzenie wieloznaczne
Coraz częściej
Każdy
to przyzna
Często
z ust płynie trucizna
Najniższa to
pensja (zawsze)
A
najwyższa to cnota i ubóstwo
I tak mam wąski
Na
plaży horyzont zasłaniają mi panie
A korupcja?
Przegrany
polityk ma przed sobą jeszcze
Ścianę
płaczu
Trochę żółci?
Moja
wielka troska
Oby
nie była zbyt boska
Czasem dzielą z
winy mężczyzny
Akty
małżeńskie to spinacze ze szczęścia
Mnie się
zdarzyło
Wykoleić
się można i w pociągu
Gdy w przedziale jest dwoje
Trochę skracają!
Pocałunki
skracają dystanse
I
wieszczą szansę
Razem tworzymy
całą
Każdej
mówię półprawdę
Drugą
połowę mówi ona
Przyjdzie w
następny wtorek
Liczę
na koniec świata
By
zniszczył moich wrogów
Ja tam nie
wierzę
Wierzył
w swoje przeznaczenie
Nadeszło:
na grobie wieniec
Prawidłowość
Mówię
gdy ona milczy
Ona
mówi usypiam
Zdradzany
Siedem
boleści
W
nim się mieści
Milczenie jest
przecież złotem
Po
słowach poznacie ich
A
po milczeniu?
W głowie?
Byłaby
stuprocentową kobietą
Gdyby
nie te dwa zera
Gdyś sam sobie
winien
Na
wisielczy humor trzeba zapracować
Nie rób kłopotów rodzinie
Gdy
umierasz połóż się na wznak
Należy
skostnieć w należytej pozie
I tego ci brak i
tamtego
I
tak się zdarzy
Że
wyjdziesz od panny bez twarzy
Napisano tylko do
rymu
Niejedna
staruszka ma jeszcze ochotę
Stracić
cnotę
Nie miałeś
kiełbasy
Życie
w złudzeniach umila życie
Dopóki wyborca pogrąży cię w niebycie
Dopóki wyborca pogrąży cię w niebycie
Jest co gotować
Jest
mięso armatnie jest mięso wyborcze
Dla
czorta wszyscy mięso czorcie
Bohaterska
Ostatnią
cnoty bronią
Gdy
naguska cnotę zakrywa dłonią
Dobrze ci
Ukochany
Do
końca życia skazany
Nie jestem
wyjątkiem
Jedyne
w życiu moje marzenie
By
pomnożyć mienie
Oto K. S. B. G.
H itp
W jego głębokim spojrzeniu jest głęboka pustka
Za
to z ust pomyjami chlusta
Palmy się długo
Słomiany
zapał pali się krótko
Szybko
możesz stać się rozwódką
Gradacja zła
Mniejsze
zło gdy zginie tysiąc osób
A
nie tysiąc jeden
Dobrze ci tak
Po
ślubie wygasły wszystkie moje marzenia
A
żona tego nie docenia
Splin?
Ból
istnienie
Leczy
marzenia
W czaszce robak
?
Twój
horyzont myślowy ograniczony czaszką
Gdy
robaka zalewasz flaszką
Mur i ściana w
jednym stali domku
Został
przyparty do muru
Musiał
stanąć przy ścianie płaczu
Brązowe karły?
Podczas wyborów upadają gwiazdy
Które i tak nie
świeciły
Gaśnica doskonała
Gdy wykipi złość
Może zalać płomień
Oto Polska
Gdy błazen gada
Gnębi nas
błazenada
Kogo masz na myśli?
Po jednym błaźnie miewali królowie
Dziś błaznem jest niejeden człowiek
Niech się pocieszy
Gdy spadnie z wysoka mały
Nie szczędźcie mu pochwały
To są chyba myśli
wzniosłe?
Taki niecnota ze mnie
Gdy ją widzę mam myśli przyziemne
Słabość i
słabość to siła
Miała słabość do niego on miał słabość do niej
Oboje zasiedli na małżeńskim tronie
Gdy niema zakazu wjazdu
Mój drogowskaz ma na myśli jedno
Zdobyć to sedno
Tyś wojskowy?
Żona przede mną murem
A do mnie panny sznurem
Jak je znaleźć
Jedno trafne słówko
Staje się wymówką
?
I podwieje
sukienkę?
Gdy patrzę na nią mam nadzieje
Że wiatr pomyślny mi zawieje
Więc się dobrze
się zastanów
Jest takie
słowo mianowicie
Które ci zmieni całe życie
Tak nie rozmawia
pan z panią
Rozmawiali z
sobą w granicach rozsądku
Szybko zabrakło im wątku
Tylko!
Z golaską
Na płasko
Jakiego użyła
mydła?
Zamydliła mi
oczy
Bym widział ją czystą jak łza
Kartki wyrwały
mu panie
Jego księga życia miała same okładki
Coś a Mackiwicza!
Kobieto puchu marny
Mężczyzno pycho marna
Księga życia
Prolog w kołysce
Epilog w trumnie
Nie chwal się
podbojami
Rozparła go
pycha
To reklama licha
A kontynent?
Małżeństwo wyspa szczęścia
Bezżenność archipelag szczęścia
Nie trać nadziei
Porzucony
Ma przecież jeszcze cudze żony
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz