Na tym nie koniec.Cisną się nowe. Wymyślam bzdurek drugą połowę. Kiedy ustąpi mi humor czarny, świństewek wyśnię zestawek marny. Może rozbawią gacha lub dziwkę, może świętoszkom dadzą rozrywkę. Proboszcz, co głaszcze po pupce dziecię, starszej oczyma niech lepiej świeci. Frywolna treść ta go udobrucha, w konfesjonale też się nasłucha, młodzieniaszków grzesznych harcówek. Niech mu wystarczy dziecięcych główek widok i pełnych modlitwy rączek.Takim akcentem niechaj zakończę.Bo od kołyski nikt nie jest wolny od marzeń czynów nader frywolnych. W różnych odmianach je spotkać można, bo cała ludzkość do szczętu zdrożna. Nie tak jak bocian, gołąb, jaskółka, żyją do końca w małżeńskich kółkach. Eros wprowadził bezhołowie i w takim stanie żyje człowiek.Daję więc próbkę lubieżności, temu co skromny, i co nie pości.
.
Więc naśladuję
Więc naśladuję
Genialne fraszki Kerna i Leca
Nie ma od nich większego speca
Moje twórczość
wszystkich przerosła
Nie jestem przecież głupszy od osła
Mój cel
życia
Moje clu
Pod twoim desu
Po co pisać
powieść
Więcej treści
We fraszce się mieści
Kolej rzeczy
Najpierw usta
Potem rozpusta
Rzadki
przypadek
Jakiż to żywot pieski
Jedną kochać do grobowej deski
Tyż prawda
Za krótkie męskie przyrodzenie
Pisze się przez samo „H”
Bom genialny
Minimum słów maksimum treści
W moich fraszkach się mieści
Myślenie
patrzeniem?
Patrzę na twoje usta
W domyśle: rozpusta
Proza życia
Fora ze dwora
Na innego pora
Niektórym
zostaje to na całe życie
Choć dzieci znajduje się w kapuście
Gustują potem w damskim biuście
Co
masz na myśli?
Tli się nadziei iskierka
Gdy dziewczyna ku mnie zerka
Działaj
Noc mija dnieje
A tu nic się nie dzieje
Tyle jabłek na drzewie
Które zerwać nie wiem
Rozdwojenie jaźni
Rozdwojenie jaźni
Mam dwie dziewczyn i dwa pokoje
Z którą wpierw sypiać chyba się rozdwoję
Cenne?
Niejedna z tego słynie
Pośladki ma jak dynie
A ona nic
Dopraszam się łaski
U golaski
Masażysta?
Potrafię wiele sprostać
Np. ujędrnić twa postać
Reklama
Ośmielam się ci wyznać
Rasowy ze mnie mężczyzna
Kolej rzeczy
Wpierw na kanapie
Cie obłapię
Potem położę
W
lożę
Mężczyzna tak
Każdy
to przyzna
Kobieta
to nie płaszczyzna
Jak w fizyce
U
kobiet są różne stopnie swobody
Szczególnie
gdy uwiedzie młoda
Moje ty słoneczko
Moje ty słoneczko
Pewna gwiazda błyszczy na mym nieboskłonie
Nie
mówcie tego przy żonie
Żona
na tronie
Jam
księżycem przy mojej żonie
Potrzebny
opiekun
Dziewczę
pijane
Czyni
krok w nieznane
Bieg maratoński
W
życiu dobycie do mety
To
na cmentarz niestety
Cała przyjemność
po mojej stronie
Dłoń
i do tego służy
By
odpiąć jej ostatni guzik
I co potem?
Gdy
oboje gapie
Mama
ich przyłapie
Przewrotny
Mam
na ten temat dwa zdania
Kochać
cię bez kochania
Tak ją nazwał!
Dała
mu taką radę
Poszukaj
sobie inne kurcze blade
Nie cieszysz
się?
Dziewczęta
z tego słyną
Wkrótce
podzielą się z tobą nowiną
Lifting
Ostatni
krzyk mody
Staruszek
a umiera młody
Pszczoła
ma jedno żądło człowiek bez liku
Pszczoła
w odwłoku człowiek w języku
Gdym ją uwodził
Miała
wypieki na twarzy
Była
córka piekarza
Mój wielki
talent
Jam
jest pierwszy
W
pisaniu dwu wierszy
Bo słodkie
zwycięstwo
Najbardziej
grzechu warta
Uparta
Nie dogadzał?
Nie
mówcie mu wieczny odpoczynek on pójdzie do piekła
Tak
nad grobem męża żona orzekła
Boś nie kocur
Pewna
kicia
Dla
mnie nie do zdobycia
Od początku
świata
Erotyka
Wszystkich
dotyka
Dewiza każdego
mężczyzny
Jedna
w życiu?
W życiu!
Bujaj się ze mną
Bujaj
się Fela
Byle
nie w obłokach
Zdetronizuj
Korona
na głowie żony
To
układ spaczony
Teraz jest teraz
Czas składa się z samych potem i przedtem
Czas składa się z samych potem i przedtem
Czym zapłacić
łapówkę
W
życiu można mieć wielkie pieniądze
Po
śmierci rozpadamy się na drobne
Obiecanki
cacanki
Obiecałem
jej lepsze jutro
Za
to co mi da dzisiaj
To było w
stodole
Wyprowadziła
go w pole
Darowała
pacholę
Do celu zdążają
oboje
Cel
uświęca środki
Gdy
cel jest słodki
Niektórym
wystarczał sierp
Ten
jest kowalem swego losu
Gdy
ma młot ze złota
Leczyć homeopatią
Każdy
to przyzna
Na
zranionym uczuciu nie goi się blizna
Szczególnie na
trawa
Kobieca
mowa to najczęściej trawa
Mowa
trawa to też zabawa
Jak to na każdej
stronie kobieta
Aż
cztery strony świata
Po
co nam tyle
Lub dopłacę
Sprzedam
narzeczoną na libretto
Za
bezcen
Idą na to
Zawarto
układ – partnerstwo w pokoju
A moje jutro z
nią będzie też dobre
Lepsze
jutro było już wczoraj
Dzisiaj
może być tylko lepsza pogoda
Lub nic nie znaczne
Są
słowa wieloznaczne i spojrzenie wieloznaczne
I to jakie
Nie
potrzebny mi horyzont
Na
plaży horyzont zasłaniają mi panie
Nie chcę być
święty
Moja
wielka troska
Oby
nie była zbyt boska
Nie szkoda
złota?
Akty
małżeńskie zszywają spinacze ze złota
Od tego są
też pociągi
Wykoleić
się można i w pociągu
Gdy
w przedziale jest dwoje
Mały zadatek
Pocałunki
skracają dystanse
I
wieszczą szansę
Żeby się scalić
Każdej
mówię półprawdę
Drugą
połowę mówi ona
I krzyż na drogę
Wierzył
w swoje przeznaczenie
Nadeszło:
na grobie wieniec
Mowa skuteczna
Mówię
gdy ona milczy
Ona
mówi usypiam
Zdradzany
Siedem
boleści
W
nim się mieści
Milczenie jest
więcej mówiące
Po
słowach poznacie ich
A
po milczeniu?
A ma przecież cztery
Byłaby
stuprocentową kobietą
Gdyby
nie te dwa zera
Gdy cię nie
toleruje dłużej
Na
wisielczy humor trzeba zasłużyć
Poza modna
Gdy
umierasz połóż się na wznak
Należy
skostnieć w należytej pozie
I bez skazy
I
tak się zdarzy
Że
wyjdziesz od panny bez twarzy
Umrzeć należy
jak należy
Niejedna
staruszka ma jeszcze ochotę
Stracić
cnotę
Ostatnia
przeszkoda wzięta
Ostatnią
cnotą bronią
Gdy
naguska cnotę zakrywa dłonią
Wyrok
Ukochany
Do
końca życia skazany
Reszta przyjdzie
Jedyne
w życiu marzenie
By
pomnożyć mienie
Palmy się bez
płomienia
Słomiany
zapał pali się krótko
Szybko
możesz stać się rozwódką
Nie zna moich
marzeń
Po
ślubie wygasły wszystkie moje marzenia
A
żona tego nie docenia
Szczególnie nie
spełnione
Ból
istnienie
Leczą
marzenia
Płaczesz za
późno
Został
przyparty do muru
Musiał
stanąć przy ścianie płaczu
Gdy wykipi złość
Może zaleje płomień?
Niejedna
Taki niecnota ze mnie
Gdy ją widzę mam myśli przyziemne
Słabość koronuje
Miała słabość do niego on miał słabość do niej
Oboje zasiedli na małżeńskim tronie
Igła kompasu
Mój drogowskaz ma na myśli jedno
Zdobyć to sedno
Woskowy?
Żona stoi za mną murem
A za tym murem panny sznurem
Jedno trafne
słówko
Staje się wymówką
Idź z tym
wiatrem
Gdy patrzę na nią mam nadzieje
Że wiatr pomyślny mi zawieje
Powiedz je
wreszcie
Jest takie
słowo mianowicie
Które ci zmieni całe życie
Rozsądek nie
potrzebny
Zabrakło wątku
Za dużo rozsądku
Najpierw
rozbierz
Z golaską
Na płasko
Ma sposoby
Zamydliła mi
oczy
Bym widział ją czystą jak łza
Trójkąt?
Przypadek nie rzadki
Jego księga życia miała dwie okładki
Dopełniają się
Kobieto puchu marny
Kobieto puchu marny
Mężczyzno pycho marna
Księga życia
Prolog w kołysce
Epilog w trumnie
Reklama gdzie
indziej
Rozpiera go pycha
To reklama licha
I to dobre i to
Małżeństwo wyspa szczęścia
Bezżenność archipelag szczęścia
Nie martw się
Porzucony
Ma przecież jeszcze cudze żony
Wyższa
matematyka
Rozdwoił swoje życie
Zakładając trójkąt małżeński
Więcej niż własna
Nie pojmuję
Cudza żona też kosztuje
Odmierzają inny czas
Nie stworzą pary
Gdy żona i mąż biją jak zegary
Druga połową w
domu
Gdy mówię półżartem
Śmieją się pół-usty
Nie takie znowu
pomyłki
Popełniamy komedie pomyłek
Gdy nie myśli głowa a tyłek
Myślenie ma
wielką przyszłość
Czasem muszem
Pomyśleć kapeluszem
Mam Dulcyneę
Nachodzi mnie ochota
By pełnić rolę Don Kichota
Było nam dobrze
Nie mam jej wiele do powiedzenia
Do widzenia
A ja twoje
Zawdzięczam ci wiele
Spełniłaś moje cele
Tworzymy całą
Noszę w sobie półprawdę i one
Obie połówki dla siebie stworzone
Nie miał pereł
Oblał się perlistym potem
Nie udały się zaloty ?
Skuteczne
spotkania
Spotkał się pan i pani
Oboje w miłośnie otrzaskani
Idą swoją drogą
Koleje losu
Nie mają głosu
Gości we mnie taka pokusa
By w twoje łoże dać susa
Ty grzeszniku!
Gdy widzę golaskę
Przyzwoitości zdejmuję maskę
Oj chciałaby
Wierzy optymista
Że zyska to z
pod listka
Nie żałuję
nieudacznika
Przysłałem do niej swata
Teraz on za nią lata
Są lepsi od
ciebie
Najpiękniejsze są dziewczyny moich marzeń
Z taką nigdy się nie sparzę
Załóż w małżeństwie książkę zażaleń
Chvba dwie?
Chvba dwie?
Reklama dźwigną zdrady
Nie chwal się żoną
Robisz jej reklamę
Już go nie znajdziesz
Straciłem dla niej rozum
A bezmyślnego nie chciała
Byłem bez wyjścia
Raz wszedłem do jej domu
Wyjście było tylko do kościoła
Ja patrzę na nią
jednoznacznie
Sposób patrzenia bywa wielomówny
Mówi nie
Otwórz się sezamie
Ale tylko dla mnie
Złotem
Gdy miłość kiełkuje podlewaj ją obficie
By wydawała plon przez całe życie
Tylko w nocy nie
Kobiety są zmienne
Na porządku dziennym
Lub obroży
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka
Na wyciągnięcie
ust
Warto polować
Zwierzyna w zasięgu
Omdlała?
Strzelał tak często do niej oczyma
Zastrzelił w
objęciach ją trzyma
Giermek?
Pachną mi
twoje spojrzenia pachną słowa
Boś ty moja królowa
Myślenia ma
przyszłość
Nadzieja rośnie
Gdy myślimy jednogłośnie
Siódme niebo
bywa na sianie
Wdrapać się na siódme nieba nie da się w pojedynkę
Jedno drugiemu musi podtrzymać drabinkę
Mnie tak
Latawica
Nie zachwyca
Nie mów co
U boku ślicznej
dziewczyny
Wznoszę na
wyżyny
Z braku laku
Uczyniła z na wróble
stracha
Gacha
Wystarczy skok
Gdy gubi
chusteczkę
Znak że obniża
poprzeczkę
Mam co innego
Nie znajdziesz u
pani zrozumienia’
Gdy nie masz
mienia
Jestem narkomanem
Banknotu dotyk
To narkotyk
Daj się tknąć
Nieugięta
Dopóki
nietknięta
Które lepsze?
Fraszki powstają
w głowie
Część w prawej
część w lewej połowie
Bozia poskąpiła?
Łatwo stracić
twarz
Gdy niewiele
tego masz
Daj się namówić
Mam wolną
sypialnie
Upadnij ze mną
moralnie
Zbereźnik
Mój koniec
języka
Gdzie może tam
wnika
Bo krótko się żyje
Z kwiatka na
kwiatek
Motyl gagatek
Najpiękniejszej
Nikomu nie
zdradzę
Której kadzę
Gdy długo fermentuje
Pijani ze
szczęścia
Ilu procentowe?
Stopnie szczęścia
Narodziny
Przedszkole
Szkoła
Matura
Dyplom
Praca
Małżeństwo?
Dzieci
Awans
Dom
Rozwód
Alkohol
Dom starców
Cmentarz
Niebo?
Wspomnienie dzieciństwa
W drożdżówce
najlepsze kruszonki
I szalone dni w porządku nocy
U kochanków
szalone noce na porządku dziennym
Nareszcie się
znalazł
Tak wielkie są moje
talenty
Że nie dorasta
mi nikt do piety
Już mnie inna oskubała
Buja się Fela
Nie dostaniesz
sie do mojego portfela
Protestuję
Wyciąć wszystkie
jabłonie
Nastąpi
grzeszności koniec
Kochankowie i politycy
Rozmawiać w
cztery oczy?
Chyba w dwa
języki?
Jest nadzieja
Minął czas długi
Uśmiechnęła się
po raz drugi
Na upartą
Niech prawda ta
do niej dotrze
Istnieją od niej
młodsze
I drugi w pisaniu długich
Jestem pierwszy
W pisaniu
dwuwierszy
Dobre słowo
Moje seks piórka
W smutku
podpórka
Aj jak zaboli
I tak się zdarzy
Można fraszką
dać po twarzy
I to bez słów
Mam ci wiele do
powiedzenia
Ale nie na ucho
Udowodnię ci
Mój kotku
Prawda leży
pośrodku
Edukacja
antyalkoholowa
Mała wódka
Na kłopot odtrutka
Po dużej wódzi
Możesz się nie obudzić
Jak ślepej kurze
Zdarzyła mi się okazja
Miód i małmazja
Bardziej grzeszne
Zamiast chabry wolę
Zbierać z tobą kąkole
Nie jedno ni
drugie
Grzechem i wadą
Jest zdobyć dziewczęce eldorado?
Nie trać nadziei
Do twarzy było jej z rumieńcem
Próbowałem wykrzesać nie dało się więcej
Brak
oprzyrządowania?
Nie masz czym
Nie masz szans
Wprowadzić jej
w trans
Po biblijnemu
Gdzieś tam w świecie jakaś Rebeka
Na moje skinienie czeka
Po co ci wnętrze
ważniejsza ta reszta
Jest kolorowa jak tęcza
Żeby choć trochę miała wnętrza
Nadzieja moja
matka
Jestem głupi mam nadzieje
Że i dla mnie lepszy wiatr zawieje
Kupiłem żonie
Kto
najpiękniejszy powiedz mi lustro
Na pewno nie ty bóstwo
Był pewnie
nieprzyzwoity
Była powabna jak mleczu puch
Spłoszył ją mój jeden ruch
Takiś optymista pesymisto
Powiedziałem sobie „w dechę”
Gdy obdarzyła mnie uśmiechem
Jeśli to
wszystkich
Moja troska główna
Przyjdzie walec i wyrówna
I będziemy mieli
dzieci
Ty marzysz ja marze
Że się z tobą sparzę
Nie przebieraj
Nie zdały się na wiele
Jej skowronka trele
Jej skowronka trele
Bardziej liczę
Na pieśni słowicze
I tak bywa
Zamiast wśród
mrówek
Usiadła w pokrzywach
Diabeł też docenia
Mówi mi córka
Mówi mi córka
Twe fraszki jak piórka
Mówi synalek
Piszesz wspaniale
Mówi żonisko
Upadłeś nisko
Zaś mówi dziadek
Tragicznyś wypadek
I babka w kłopocie
Z ciebie sto pociech
I krytyk
Nie szczędzi przytyk
Zaś ciotka rzekła
Pójdziesz do piekła
Stróż anioł zaś za mnie
Ręce łamie
Piotr cię nie wpuści
W niebiańskie czeluści
Rzecze diablisko
Za słabe dla cię
Piekielne ognisko
Będzie bezpieczniej
Gdy pożyjesz wiecznie
W ramionach
studenta…
Student ze studentką
Dogada się prędko
Jestem za niski?
Rzekła mi w pół drogi
Za wysoko dla cię moje progi
Mały wydatek
W Ewy stroju ci do twarzy
Lepszego nie mogłaś sobie wymarzyć
Tak mało?
Zaspokoiła mą pokusę
Obdarowała całusem
Honorowa
sprzątaczka
Jest granica
Rzekła moja służebnica
Bierz z niego
przykład
Psoci się halny góralce
To włosy rozwieje to zagości w halce
Pewnie ci dogryzła?
Naplewać na wsio
Na dobro i zło
Mają coś
wspólnego
Po burzy tęcza się zjawia
Jak u mej żony prawie
Jak w bajce
W małżeństwie kolorowo
Raz dobre raz złe słowo
Dobrze że masz
sumienie
Gryzie mnie sumienie
Gdy jedną na drugą zamienię
Gdy jedną na drugą zamienię
Chyba od trocha
wyżej
Erotyka mnie gnębi
Od stóp po same zęby
Też mi pas
cnoty!
Mam ochotę
Ustrzec jej cnotę
Na szyję założę
Obrożę
Skąd mają
przyjść dzieci
Moje
słoneczko w nocy gaśnie
A w dzień nie świeci
A w dzień nie świeci
Potem
to ja nie chcę
Powiedziała: potem
Znak że nie udadzą się zaloty
Wynalazek wszech epok
By ludzi parzyć
Łono
Stworzono
Twoja dla innych
Nie zazdroszczę przyjaciołom ładnych żon
To jest dla mnie plon
Różnica w czym?
Jest w co nie ma czym
Pozostał tylko rym
U mnie
Fraszek pełna głowa
Do każdego słowa
Zalety
Po rozwodzie
Oboje na swobodzie
Odpocznij na kolankach
Tańczyła całe noce
Odciski na stopach owoce
Starała się o
husarza
Za dużo przebiera
Trafia na zera
Powtórka z
historii
Od Gdańska do Krakowa
Znowu nowo-mowa
Podobne jak ja
Kogut dogodzić potrafi
Każdej na którą trafi
I vice versa
Niejedna gdera
Miast męża ma zera
Nawet nie jednego
Na cztery nogi kuta
Znajdzie swojego koguta
Będzie więcej
kwiatów na grobie
Napiszcie mi na nagrobku te słowa
Byłem Casanowa
Ale nie w moim
domu
Po burzy tęcza
Pogodę nastręcza
To znaczy w nocy?
Najczęściej głowę suszy
W uszy ?
Po ślubie za
późno
Załóż mej żonie Boże
Obrożę
Lecz się
Gdyś niezdara
Rozpadnie się para
Zdejmuję na noc
Nosi aureolę moja święta
Ale dla mnie to
nie pointa
Próchno czasem
złotem świeci
Zastanów się dziewuchno
Z niego już próchno
Chyba że do
świątyni miłości
Nie chodzi się w mini
Do świątyni
Ma rację
Gdy nie sięga do łona
Obrażona
Jak wiatr wieje
Jak wiatr wieje
Zmienia poglądy
W perspektywie rządy
W perspektywie rządy
Filozofia muchy
Lepiej w smole
Niż w rosole
Człowiek to brzmi dumnie
Każdy. W trumnie
Skąpa
Lubię patrzeć na twoją postać
Choć wzbraniasz togo co chciałbym dostać
To mój idol
Komputer nie męczy jak maszyna palce
Wygrywam szybkością z Sztaudyngerem w walce
Zgadzam się
Rzekła do mnie świntucha
Chcą trochę z tobą pogruchać
Oświadczyny?
Zalecam przyszłej żonie
Zamknijmy się we wspólnym kokonie
To twoja wina
Noc mija dnieje
A tu nic się nie dzieje
Zrywaj po kolei
Tyle jabłek na drzewie
Które zerwać kie wiem
Też bym tak chciał
Ma dwie dziewczyn i dwa pokoje
Ma dwie dziewczyn i dwa pokoje
Z którą wpierw sypiać chyba się rozdwoję
Pomyśl o tym
Tylko ze mną
Doznasz przygodę przyziemną
Doznasz przygodę przyziemną
A ona nic
Dopraszam się łaski
U golaski
Masażysta?
Potrafię wiele sprostać
Np. sprostać twą postać
Reklama
Ośmielam się ci wyznać
Rasowy ze mnie mężczyzna
Nie bądź taki wrażliwy!
Gdy się na mnie boczy
To jakby piaskiem w oczy
To jakby piaskiem w oczy
Przysięgi nie wylęgasz
Nie bądź gęsią i
nie gęgaj
Nie potrzebna do tego przysięga
A ja w środku?
Jedna nóżka druga
nóżka
Już na brzegu
łóżka
Łam jak
najczęściej
Wysoko cenię
Twoje sumienie’
Szczególnie gdy złamiesz
Je dla mnie
Będę za dwoje
gotował się w smole
Biorę na siebie winę
Gdy uwiodę dziewczynę
Wpadłeś jak śliwka
Wpadłem w tarapaty
Wpadłem w tarapaty
Ona ulega tylko za raty
Reszta nadejdzie
I za to dzięki
Że ustami dotykam twej ręki
Spać po północy
Powtarzam żonie co dnia
Przespana noc to zbrodnia
To twoja wina
Noc mija dnieje
A tu nic się nie
dzieje
Od niedawna
Przypadek nierzadki
Powiększają sobie pośladki
Przypadek nierzadki
Powiększają sobie pośladki
Ankieta
Wielu to przyzna
Ozdobą nagości bielizna
Porada dla singla
Gdy nie masz do pary
Udaj się na wieczorne safari
A ona nic
Gdy nie masz do pary
Udaj się na wieczorne safari
A ona nic
Dopraszam się
łaski
U golaski
Niech ją gęś kopnie
Tak ją kocham okropnie
Ja pierwszy
Gdy kurka gdacze
Już przy niej podrywacze
Idźmy na całość
Mam do ciebie atencje
Chcę więcej i więcej
I mnie pilnuje
Dziwkarz był ze mnie nie lada
Jedna usidliła gada
Nie tykaj się
lolitki
Bo to zwyczaj brzydki
Radzi Owidiusz
Prolog rozwinięcie finał
Tak postępuj z każdą dziewczyną
Od niej zaczynaj
Do stóp jej klękam
W zasięgu także jej ręka
Nieudana randka
Od rana do wieczora
Się z nią nie uporał
Nie daje mi
spokoju
Zdobyć ją muszę
Bo mam grzeszną duszą
Ginekolog czy
znawca?
Wszystkim wam się pochwalę
Znam dokładnie dziewczęce detale
Chętna nie lubi
wierszy
Pisali o niej
wiersze poematy
Ja nie pisałem a brałem ją za kwiaty
Była tak
uskrzydlona
Sfrunęła
Pozostała mi żona
One to lubią
Mam instynkty zwierzęce
Może tym ją zachęcę
W smole
niewygodnie
Tak mnie urzekła
Poszedłbym z nią do piekła
NP. dla mnie
Nie dla drania
Ta łania
Dla artysty
Z górnej listy
Kogutek w
ramionach?
W ramionach ukoję twój smutek
Jak kurkę kogutek
Nieudana randka
Miałem ochotę na
kózkę
Zwabiłem pod brzózkę
Lecz tam kozioł inny
Z kozą czynny
Lub inne
świecidełko
Chodziła samopas
Skruszył ją topaz
Czym?
Czym?
Blondynki brunetki
Ja wszystkie was kobietki
Uwodził bym
Dopiszcie sobie rym
Sukces cały
Sukcesu połowa
Gdyś Casanowa
Wstydliwy
Jedno u niej najbardziej cenił
Nie wymienił
Nie krewki i co dalej?
Gdy chłop z ciebie nie krewki
Nie smaruj do
żadnej cholewki
Oj uważaj!
Pieścił każdy skrawek mego ciała
Zwierza się przyjaciółce omdlała
Nie mam się w co
ubrać
Ćwierkają ptaszki
Ćwierkają ptaszki
Gotuj pieniążki na nowe łaszki
Każda ma swój magnez
Ach jak działa na mnie ich magnes
Ach jak działa na mnie ich magnes
Raz Basi raz
Asi raz Agnes
Mój magnes iglasty
To i ja mam magnes w mojej busoli
Strzeżcie się
on zniewoli
Taki jej
potrzebny
Wyczuła
Że ze mnie Don Juan
Kocham nie ma
liczby mnogiej
Kochać należy mówić w liczbie mnogiej
Wszak dziewczęta mają po dwie nogi
Nie ma statystyk
Wiecie czy wy
Ile rocznie ubywa cnotliwych?
Zaczekaj jak
dorośnie
Poderwał bym jakiego podlotka
Choćby do głaskania jak kotka
Widzę jak lolita
W oczach rozkwita
Poczekam
Aż się pozbędzie pod nosem mleka
Mnie nie bój się
Nie jestem najgorszy
I tak cię ktoś kiedyś zgorszy
Nie spiesz się
Pomału pomału
Dojdziesz do finału
Ogłoszenie dałem
w Internecie
Która się odda poecie?
Najpierw chciały sprawdzać talenta
Jaka w nim pointa
Wiedział to już Noe
Kobieta
wino i śpiew
Rozgrzewa
krew
Czasem w
pojedynkę lub we dwie
Drapać
się do siódmego nieba
W dwoje
osób trzeba
Ma zapałki?
Ludzkie ciepło opału uczuć wymaga
Najłatwiej je wskrzesza naga
Najlepszy brak
portfela
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka
Nie dziwię się
babce
Tak mało się
napisało?
Tak późno?
Od początku świata
Erotyka
Dziwi się babka
Że u dziadka na młódkę chrapka
Kur zapiał!!!
Wszystkie panie z podwórka
W dwuszeregu zbiórka
Poczekam
Lolita
Rozkwita
I nie tylko do
podziwu
Twoja postać jak Wenus Fidiasza
Do podziwu urody zaprasza
Noc nie starczy?
Poradziła mi moja panna
Najlepsza
miłość poranna
W uczuciach do cię jestem pierwszy
Więc napisałem ten dwu wierszyk
Oferta
Która miłości łaknie
U mnie jej nie zabraknie
Mam w sercu dwie komory
W nich uczuć zapas spory
Każdą czułością obdarzę
Gdy
zechce być ze mną w parze
Tak późno?
Gdy pozwala mi odpiąć stanik
Przestaję mówić jej „pani”
Ach ileż to tych
zepsutych?
Byli do szczętu zepsuci
Nie mogli się oprzeć chuci
Oświadczyny
Na rekach cię poniosę
Pod same niebiosa
Na rekach cię poniosę
Pod same niebiosa
Od początku świata
Erotyka
Wszystkich
dotyka
Koniec
szlus
Złote
myśli
Z
głowy mi wyszli
Dewiza
każdego mężczyzny
Jedna
w życiu?
W
życiu
Niejeden
W
skórze węża
Zwyciężą
Bujajmy się razem
Bujaj
się Fela
Byle
nie w obłokach
Radzę raz z jedną raz z drugą
I vice versa
A gdy widzisz
dwie?
Gdy widzę golaskę
Przyzwoitości zdejmuję maskę
Wiara czyni cuda
Nie wierzy pesymistka
Że wreszcie straci to z pod listka
Odwagi odwagi
Przysłałem do niej swata
Bo mnie samego tchórz oblata
To pisz wiersze
Najpiękniejsze są dziewczyny moich marzeń
Nie chcą się ucieleśnić
Nie chcą się ucieleśnić
Dostaniesz po gębie
Załóż w małżeństwie książkę zażaleń
Przedłóż ją teściowej
Reklama jest
dźwignią
Nie chwal się żoną
Robisz jej reklamę
A myśleniem nic
nie spłodzisz
Straciłem dla niej rozum
Bezmyślnego nie chciała
Czasem dłońmi. Mamy przykłady
Wódz przemawia palcem wskazującym
I to na pasku
Raz wszedłem do jej domu
Wyjście było tylko do kościoła
Tak patrzę na dziewczynę
Sposób patrzenia bywa wielomówny
Rzucaj w twarz
Słowa rzucone na wiatr rozpuszczają się na wietrze
Zachłanny
Otwórz się sezamie
Ale tylko dla mnie
Tylko nie wódką
Gdy miłość kiełkuje podlewaj ją obficie
Będzie wydawała plon przez całe życie
W nocy też?
Kobiety są zmienne
Na porządku dziennym
Potrzebuje
zawsze
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka
Drapać się do siódmego nieba nie da się w pojedynkę
Szanujmy Putina
Źle się dzieje
Gdy wiatr od wchodu wieje
Ostatnio mamy przykłady
Przy wodzu chodźmy w kaftanie bezpieczeństwa
Lub z kadzielnicą
Coś z polityki
Nie nosi się ma plecach worka z szydłem
Nie ta
zwierzyna?
Strzelał tak często do niej oczami
Zastrzelił i oblał się łzami
Kola hola
Pachną mi
twoje spojrzenia pachną słowa
Boś ty moja królowa
Gdy działamy!
Nadzieja rośnie
Gdy myślimy jednogłośnie
Mnie tak
Latawica
Nie zachwyca
To szczęścia chodzą parami
Zgadnij jakie
Nie tylko prawda leży pośrodku
Dwie prawdy
Mądrość ludowa
Wdrapać się do siódmego nieba nie da się w pojedynkę
Mądrość ludowa
Ludzkie ciepło wymaga opału uczuć
Jeśli szczerze?
Mówię ci to szczerze
Zawrzyjmy erotyczne
przymierze
To się trzyma w
tajemnicy
Przyjaciółce
się zwierza
Że ma rycerza
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz