Nowe lubideżności

Lipiec 2015  

Na tym nie koniec.Cisną się nowe. Wymyślam bzdurek drugą połowę. Kiedy ustąpi mi humor czarny,  świństewek wyśnię zestawek marny. Może rozbawią gacha lub dziwkę, może świętoszkom dadzą rozrywkę. Proboszcz, co głaszcze po pupce  dziecię, starszej oczyma niech lepiej świeci. Frywolna treść ta go udobrucha, w konfesjonale też się nasłucha, młodzieniaszków grzesznych harcówek. Niech  mu wystarczy dziecięcych główek widok i pełnych modlitwy rączek.Takim akcentem niechaj zakończę.Bo od kołyski nikt nie jest wolny od marzeń czynów nader  frywolnych. W różnych odmianach je spotkać można, bo cała ludzkość do szczętu zdrożna. Nie tak jak bocian, gołąb, jaskółka, żyją do końca w małżeńskich kółkach. Eros wprowadził bezhołowie i w takim stanie żyje człowiek.Daję więc próbkę lubieżności, temu co skromny, i co nie pości.
.
Więc naśladuję
Genialne fraszki Kerna i Leca
Nie ma od nich większego speca
Moje twórczość  wszystkich przerosła
Nie jestem przecież głupszy od osła

Mój cel życia
Moje clu
Pod  twoim  desu

Po co pisać powieść
Więcej treści
We fraszce się mieści

Kolej rzeczy
Najpierw usta
Potem rozpusta

Rzadki przypadek
Jakiż to żywot pieski
Jedną kochać do grobowej deski

Tyż prawda
Za krótkie męskie przyrodzenie
Pisze się przez samo „H”

Bom genialny
Minimum słów maksimum treści
W moich fraszkach się mieści

Myślenie patrzeniem?
Patrzę na twoje usta
W domyśle: rozpusta 

Proza życia
Fora ze dwora
Na innego pora

Niektórym zostaje to na całe życie
Choć dzieci znajduje się w kapuście
Gustują potem w damskim biuście

Co masz na myśli?
Tli się nadziei iskierka
Gdy dziewczyna ku mnie zerka

Działaj
Noc mija dnieje
A tu nic się nie dzieje

Zrywaj po kolei
Tyle jabłek na drzewie
Które zerwać nie wiem 

Rozdwojenie jaźni
Mam dwie dziewczyn i dwa pokoje
Z którą wpierw sypiać chyba się rozdwoję
                                                                                                    
Cenne?
Niejedna z tego słynie
Pośladki ma jak dynie

A ona nic
Dopraszam się łaski
U golaski

 Masażysta?
Potrafię wiele sprostać
Np. ujędrnić twa postać

Reklama
Ośmielam się ci wyznać
Rasowy ze mnie mężczyzna

Kolej rzeczy
Wpierw na kanapie
Cie obłapię
Potem położę
W lożę

Mężczyzna tak
Każdy to przyzna
Kobieta to nie płaszczyzna

Jak w fizyce
U kobiet są różne stopnie swobody
Szczególnie gdy uwiedzie młoda

Moje ty słoneczko
Pewna gwiazda błyszczy na mym nieboskłonie
Nie mówcie tego przy żonie

Ona słoneczko?
Żona na tronie
Jam księżycem przy mojej żonie

Potrzebny opiekun
Dziewczę pijane
Czyni krok w nieznane

Bieg maratoński
W życiu dobycie do mety
To na cmentarz niestety

Cała przyjemność po mojej stronie
Dłoń i do tego służy
By odpiąć jej ostatni guzik

 I co potem?
Gdy oboje gapie
Mama ich przyłapie

Przewrotny
Mam na ten temat dwa zdania
Kochać cię bez kochania

Tak ją nazwał!
Dała mu taką radę
Poszukaj sobie inne kurcze blade

Nie cieszysz się?
Dziewczęta z tego słyną
Wkrótce podzielą się z tobą nowiną

 Lifting
Ostatni krzyk mody
Staruszek a umiera młody

Język organ wielofunkcyjny
Pszczoła ma jedno żądło człowiek bez liku
Pszczoła w odwłoku człowiek w języku

Gdym ją uwodził
Miała wypieki na twarzy
Była córka piekarza

Mój wielki talent
Jam jest pierwszy
W pisaniu dwu wierszy

Bo słodkie zwycięstwo
Najbardziej grzechu warta
Uparta

Nie dogadzał?
Nie mówcie mu wieczny odpoczynek on pójdzie do piekła
Tak nad grobem męża żona orzekła

Boś nie kocur
Pewna kicia
Dla mnie nie do zdobycia

Od początku świata
Erotyka
Wszystkich dotyka

Dewiza każdego mężczyzny
Jedna w życiu?
W życiu!

Bujaj się ze mną
Bujaj się Fela
Byle nie w obłokach

Zdetronizuj
Korona na głowie żony
To układ spaczony

Teraz jest teraz
Czas składa się z samych potem i przedtem

Czym zapłacić łapówkę
W życiu można mieć wielkie pieniądze
Po śmierci rozpadamy się na drobne

Obiecanki cacanki
Obiecałem jej lepsze jutro
Za to co mi da dzisiaj

To było w stodole
Wyprowadziła go w pole
Darowała pacholę

Do celu zdążają oboje
Cel uświęca środki
Gdy cel jest słodki

Niektórym wystarczał sierp
Ten jest kowalem swego losu
Gdy ma młot ze złota

Leczyć homeopatią
Każdy to przyzna
Na zranionym uczuciu nie goi się blizna

Szczególnie na trawa
Kobieca mowa to najczęściej trawa
Mowa trawa to też zabawa

Jak to na każdej stronie kobieta
Aż cztery strony świata
Po co nam tyle

Lub dopłacę
Sprzedam narzeczoną  na libretto
Za bezcen

Idą na to
Zawarto układ – partnerstwo w pokoju

A moje jutro z nią będzie też dobre
Lepsze jutro było już wczoraj
Dzisiaj może być tylko lepsza pogoda

Lub nic  nie znaczne
Są słowa wieloznaczne i spojrzenie wieloznaczne

I to jakie
Nie potrzebny mi horyzont
Na plaży horyzont zasłaniają mi panie

Nie chcę być święty
Moja wielka troska
Oby nie była zbyt boska

Nie szkoda złota?
Akty małżeńskie zszywają spinacze ze złota

Od tego są też pociągi
Wykoleić się można i w pociągu
Gdy w przedziale jest dwoje

Mały zadatek
Pocałunki skracają dystanse
I wieszczą szansę

Żeby się scalić
Każdej mówię półprawdę
Drugą połowę mówi ona

I krzyż na drogę
Wierzył w swoje przeznaczenie
Nadeszło: na grobie wieniec

Mowa skuteczna
Mówię  gdy ona milczy
Ona mówi usypiam

Zdradzany
Siedem boleści
W nim się mieści

Milczenie jest więcej mówiące
Po słowach poznacie ich
A po milczeniu?

A ma przecież  cztery
Byłaby stuprocentową kobietą
Gdyby nie te dwa zera

Gdy cię nie toleruje dłużej
Na wisielczy humor trzeba zasłużyć

Poza modna
Gdy umierasz połóż się na wznak
Należy skostnieć w należytej pozie

I bez skazy
I tak się zdarzy
Że wyjdziesz od panny bez twarzy

Umrzeć należy jak należy
Niejedna staruszka ma jeszcze ochotę
Stracić cnotę

Ostatnia przeszkoda wzięta
Ostatnią cnotą bronią
Gdy naguska cnotę zakrywa dłonią

Wyrok
Ukochany
Do końca życia skazany

Reszta przyjdzie
Jedyne w życiu marzenie
By pomnożyć mienie

Palmy się bez płomienia
Słomiany zapał pali się krótko
Szybko możesz stać się rozwódką

Nie zna moich marzeń
Po ślubie wygasły wszystkie moje marzenia
A żona tego nie docenia

Szczególnie nie spełnione
Ból istnienie
Leczą marzenia

Płaczesz za późno
Został przyparty do muru
Musiał stanąć przy ścianie płaczu

Gdy wykipi złość
Może zaleje płomień?

Niejedna
Taki niecnota ze mnie
Gdy ją widzę mam myśli przyziemne

Słabość koronuje
Miała słabość do niego on miał słabość do  niej
Oboje zasiedli na małżeńskim tronie

Igła kompasu
Mój drogowskaz ma na myśli jedno
Zdobyć to sedno

Woskowy?
Żona stoi za mną murem
A za tym murem  panny sznurem   

Jedno trafne słówko
Staje się wymówką

Idź z tym wiatrem
Gdy patrzę na nią mam nadzieje
Że wiatr pomyślny mi zawieje

Powiedz je wreszcie
Jest takie  słowo mianowicie
Które ci zmieni całe życie

Rozsądek nie potrzebny
Zabrakło wątku
Za dużo rozsądku   

Najpierw rozbierz
Z golaską
Na płasko

Ma sposoby
Zamydliła  mi oczy
Bym widział ją czystą jak łza

Trójkąt?
Przypadek nie rzadki
Jego księga życia miała dwie okładki

Dopełniają się
Kobieto puchu marny
Mężczyzno pycho marna

Księga życia
Prolog w kołysce
Epilog w trumnie

Reklama gdzie indziej
Rozpiera go pycha
To reklama licha 

I to dobre i to
Małżeństwo wyspa szczęścia
Bezżenność archipelag szczęścia

Nie martw się
Porzucony
Ma przecież jeszcze cudze żony

Wyższa matematyka
Rozdwoił swoje życie
Zakładając trójkąt małżeński

Więcej niż własna
Nie pojmuję
Cudza żona też  kosztuje

Odmierzają  inny czas
Nie stworzą pary
Gdy żona i mąż biją jak zegary

Druga połową w domu
Gdy mówię półżartem
Śmieją się pół-usty

Nie takie znowu pomyłki
Popełniamy komedie pomyłek
Gdy nie myśli głowa a tyłek

Myślenie ma wielką przyszłość
Czasem muszem
Pomyśleć kapeluszem
         
Mam Dulcyneę
Nachodzi mnie ochota
By pełnić rolę Don Kichota

Było nam dobrze
Nie mam jej wiele do powiedzenia
Do widzenia

A ja twoje
Zawdzięczam ci wiele
Spełniłaś moje cele

Tworzymy całą
Noszę w sobie półprawdę i one
Obie połówki dla siebie stworzone

Nie miał pereł
Oblał się perlistym potem
Nie udały się zaloty ?

Skuteczne spotkania
Spotkał się pan i pani
Oboje w miłośnie otrzaskani
  
Idą swoją drogą
Koleje losu
Nie mają głosu

Zaproś
Gości we mnie taka pokusa
By w twoje łoże dać susa

Ty grzeszniku!
Gdy widzę golaskę
Przyzwoitości zdejmuję maskę

Oj chciałaby
Wierzy optymista
Że zyska  to z pod listka

Nie żałuję nieudacznika
Przysłałem do niej swata
Teraz on za nią lata

Są lepsi od ciebie
Najpiękniejsze są dziewczyny moich marzeń
Z taką nigdy się nie sparzę

Załóż w małżeństwie książkę zażaleń
Chvba dwie?

Reklama  dźwigną zdrady
Nie chwal się żoną
Robisz jej reklamę

Już go  nie znajdziesz
Straciłem dla niej rozum
A bezmyślnego nie chciała

Byłem bez wyjścia
Raz wszedłem do jej domu
Wyjście było tylko do kościoła

Ja patrzę na nią jednoznacznie
Sposób patrzenia bywa  wielomówny

Mówi nie
Otwórz się sezamie
Ale tylko dla mnie

Złotem
Gdy miłość kiełkuje podlewaj ją obficie
By wydawała plon przez całe życie

Tylko w nocy nie
Kobiety są zmienne
Na porządku dziennym

Lub obroży
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka

Na wyciągnięcie ust
Warto polować
Zwierzyna w zasięgu

Omdlała?
Strzelał tak często do niej oczyma
Zastrzelił  w objęciach ją trzyma

Giermek?
Pachną  mi twoje spojrzenia pachną słowa
Boś ty moja królowa

Myślenia ma przyszłość
Nadzieja rośnie
Gdy myślimy jednogłośnie

Siódme niebo bywa na sianie
Wdrapać się na siódme nieba nie da się w pojedynkę
Jedno drugiemu musi podtrzymać drabinkę
  
Mnie tak
Latawica
Nie zachwyca

Nie mów co
U boku ślicznej dziewczyny
Wznoszę  na wyżyny

Z braku laku
Uczyniła z na wróble stracha
Gacha

Wystarczy skok
Gdy gubi chusteczkę
Znak że obniża poprzeczkę

Mam co innego
Nie znajdziesz u pani zrozumienia’
Gdy nie masz mienia

Jestem narkomanem
Banknotu dotyk
To narkotyk

Daj się tknąć
Nieugięta
Dopóki nietknięta

Które lepsze?
Fraszki powstają w głowie
Część w prawej część w lewej połowie

Bozia poskąpiła?
Łatwo stracić twarz
Gdy niewiele tego masz

Daj się namówić
Mam wolną sypialnie
Upadnij ze mną moralnie

Zbereźnik
Mój koniec języka
Gdzie może tam wnika

Bo krótko się żyje
Z kwiatka na kwiatek
Motyl gagatek

Najpiękniejszej
Nikomu nie zdradzę
Której kadzę

Gdy długo fermentuje
Pijani ze szczęścia
Ilu procentowe?

Stopnie szczęścia
Narodziny
Przedszkole
Szkoła
Matura
Dyplom
Praca
Małżeństwo?
Dzieci
Awans
Dom
Rozwód
Alkohol
Dom starców
Cmentarz
Niebo?

Wspomnienie dzieciństwa
W drożdżówce najlepsze kruszonki

I szalone dni w porządku nocy
U kochanków szalone noce na porządku dziennym

Nareszcie się znalazł
Tak wielkie są moje talenty
Że nie dorasta mi nikt do piety

Już mnie inna oskubała
Buja się Fela
Nie dostaniesz sie do mojego portfela

Protestuję
Wyciąć wszystkie jabłonie
Nastąpi grzeszności koniec

Kochankowie i politycy
Rozmawiać w cztery oczy?
Chyba w dwa języki?

Jest nadzieja
Minął czas długi
Uśmiechnęła się po raz drugi

Na upartą
Niech prawda ta do niej dotrze
Istnieją od niej młodsze

I drugi w pisaniu długich
Jestem pierwszy
W pisaniu dwuwierszy

Dobre słowo
Moje seks piórka
W smutku podpórka

Aj jak zaboli
I tak się zdarzy
Można fraszką dać po twarzy

I to bez słów
Mam ci wiele do powiedzenia
Ale nie na ucho

Udowodnię ci
Mój kotku
Prawda leży pośrodku

Edukacja antyalkoholowa
Mała wódka
Na kłopot odtrutka
Po dużej wódzi
Możesz się nie obudzić

Jak ślepej kurze
Zdarzyła mi się okazja
Miód i małmazja

Bardziej grzeszne
Zamiast chabry wolę
Zbierać z tobą kąkole

Nie jedno ni drugie
Grzechem i wadą
Jest zdobyć dziewczęce eldorado?

Nie trać nadziei
Do twarzy było jej z rumieńcem
Próbowałem wykrzesać nie dało się więcej

Brak oprzyrządowania?
Nie masz czym
Nie masz szans
Wprowadzić jej  w trans

Po biblijnemu
Gdzieś tam w świecie jakaś Rebeka
Na moje skinienie czeka

Po co ci wnętrze ważniejsza ta reszta
Jest kolorowa jak tęcza
Żeby choć trochę miała wnętrza

Nadzieja moja matka
Jestem głupi mam nadzieje
Że i dla mnie lepszy wiatr zawieje

Kupiłem żonie
Kto  najpiękniejszy powiedz mi lustro
Na pewno nie ty bóstwo

Był pewnie nieprzyzwoity
Była powabna jak mleczu puch
Spłoszył ją mój jeden ruch

Takiś optymista pesymisto
Powiedziałem sobie „w dechę”
Gdy obdarzyła mnie uśmiechem

Jeśli to wszystkich
Moja troska główna
Przyjdzie walec i wyrówna

I będziemy mieli dzieci
Ty marzysz ja marze
Że się z tobą sparzę

Nie przebieraj
Nie zdały się na wiele
Jej skowronka trele
Bardziej liczę
Na pieśni słowicze

I tak bywa
Zamiast  wśród mrówek
Usiadła w pokrzywach

Diabeł też docenia 
Mówi mi córka
Twe fraszki jak piórka
Mówi synalek
Piszesz wspaniale
Mówi żonisko
Upadłeś nisko
Zaś mówi dziadek
Tragicznyś  wypadek
I babka w kłopocie
Z ciebie sto pociech
I krytyk
Nie szczędzi przytyk
Zaś ciotka rzekła
Pójdziesz do piekła
Stróż anioł zaś za mnie
Ręce łamie
Piotr cię nie wpuści
W niebiańskie czeluści
Rzecze diablisko
Za słabe dla cię
Piekielne ognisko
Będzie bezpieczniej
Gdy pożyjesz wiecznie

W ramionach studenta…
Student ze studentką
Dogada się prędko

Jestem za niski?
Rzekła mi w pół drogi
Za wysoko dla cię moje progi

Mały wydatek
W Ewy stroju ci do twarzy
Lepszego nie mogłaś sobie wymarzyć

Tak mało?
Zaspokoiła mą pokusę
Obdarowała całusem

Honorowa sprzątaczka
Jest granica
Rzekła moja służebnica

Bierz z niego przykład
Psoci się halny góralce
To włosy rozwieje to zagości w halce

Pewnie ci dogryzła?
Naplewać na wsio
Na dobro i zło

Mają coś wspólnego
Po burzy tęcza się zjawia
Jak u mej żony prawie

Jak w bajce
W małżeństwie kolorowo
Raz dobre raz złe słowo

Dobrze że masz sumienie
Gryzie mnie sumienie
Gdy jedną na drugą zamienię

Chyba od trocha wyżej
Erotyka mnie gnębi
Od stóp po same zęby

Też mi pas cnoty!
Mam ochotę
Ustrzec jej cnotę
Na szyję założę
Obrożę

Skąd mają przyjść dzieci
Moje słoneczko w nocy gaśnie
A w dzień nie świeci

Potem to ja nie chcę
Powiedziała: potem
Znak że nie udadzą się zaloty

Wynalazek wszech epok
By ludzi parzyć
Łono
Stworzono

Twoja dla innych
Nie zazdroszczę przyjaciołom ładnych żon  
To jest dla mnie plon

Różnica w czym?
Jest w co nie ma czym
Pozostał tylko rym

U mnie
Fraszek pełna głowa
Do każdego słowa

Zalety
Po rozwodzie
Oboje na swobodzie

Odpocznij na kolankach
Tańczyła całe noce
Odciski na stopach owoce

Starała się o husarza
Za dużo przebiera
Trafia na zera

Powtórka z historii
Od Gdańska do Krakowa
Znowu nowo-mowa

Podobne jak ja
Kogut dogodzić potrafi
Każdej na którą trafi

I vice versa
Niejedna gdera
Miast męża ma zera

Nawet nie jednego
Na cztery nogi kuta
Znajdzie swojego koguta

Będzie więcej kwiatów na grobie
Napiszcie mi na nagrobku te słowa
Byłem Casanowa

Ale nie w moim domu
Po burzy tęcza
Pogodę nastręcza

To znaczy w nocy?
Najczęściej głowę suszy
W uszy  ?

Po ślubie za późno
Załóż mej żonie Boże
Obrożę

Lecz się
Gdyś niezdara
Rozpadnie się para

Zdejmuję na noc
Nosi aureolę moja święta
Ale dla mnie to  nie pointa

Próchno czasem złotem świeci
Zastanów się dziewuchno
Z niego już próchno

Chyba że do świątyni miłości
Nie chodzi się w mini
Do świątyni

Ma rację
Gdy nie sięga do łona
Obrażona

Jak wiatr wieje
Zmienia poglądy
W perspektywie rządy

Filozofia muchy
Lepiej w smole
Niż w rosole

Co ty powiesz?
Człowiek to brzmi dumnie
Każdy. W trumnie

 Skąpa
Lubię patrzeć na twoją postać
Choć wzbraniasz togo co  chciałbym dostać

To mój idol
Komputer nie męczy jak maszyna palce
Wygrywam szybkością z Sztaudyngerem w walce

Zgadzam się
Rzekła do mnie świntucha
Chcą trochę z tobą pogruchać

Oświadczyny?
Zalecam przyszłej żonie
Zamknijmy się we wspólnym kokonie

To twoja wina
Noc mija dnieje
A tu nic się nie dzieje

Zrywaj po kolei
Tyle jabłek na drzewie
Które zerwać kie wiem

Też bym tak chciał
Ma dwie dziewczyn i dwa pokoje
Z którą wpierw sypiać chyba się rozdwoję

Pomyśl o tym
Tylko ze mną 
Doznasz przygodę przyziemną

A ona nic
Dopraszam się łaski
U golaski

Masażysta?
Potrafię wiele sprostać
Np. sprostać twą postać

Reklama
Ośmielam się ci wyznać
Rasowy ze mnie mężczyzna

Nie bądź taki wrażliwy!
Gdy się na mnie boczy
To jakby piaskiem w oczy

Przysięgi nie wylęgasz
Nie bądź gęsią i  nie gęgaj
Nie potrzebna do tego przysięga

A ja w środku?
Jedna nóżka druga  nóżka
Już  na brzegu łóżka

Łam jak najczęściej
Wysoko cenię
Twoje sumienie’
Szczególnie gdy złamiesz
Je dla mnie

Będę za dwoje gotował się w smole
Biorę na siebie winę
Gdy uwiodę dziewczynę     

Wpadłeś jak śliwka
Wpadłem w tarapaty
Ona ulega tylko za raty

Reszta nadejdzie
I za to dzięki
Że ustami dotykam twej ręki

Spać po północy
Powtarzam żonie co dnia
Przespana noc to zbrodnia

To twoja wina
Noc mija dnieje
A tu nic się nie dzieje

Od niedawna
Przypadek nierzadki
Powiększają sobie pośladki

Ankieta 
Wielu to przyzna
Ozdobą nagości bielizna

Porada dla singla
Gdy nie masz do pary
Udaj się na wieczorne safari

A ona nic
Dopraszam się łaski
U golaski

Cóż to za kara?
Niech ją gęś kopnie
Tak ją kocham okropnie

Ja pierwszy
Gdy kurka gdacze
Już przy niej podrywacze

Idźmy na całość
Mam do ciebie atencje
Chcę więcej i więcej

I mnie pilnuje
Dziwkarz był ze mnie nie lada
Jedna usidliła gada

Nie tykaj się lolitki
Bo to zwyczaj brzydki

Radzi Owidiusz
Prolog rozwinięcie finał
Tak postępuj z każdą dziewczyną

Od niej zaczynaj
Do stóp jej klękam
W zasięgu także jej ręka

Nieudana randka
Od rana do wieczora
Się z nią nie uporał

Nie daje mi spokoju
Zdobyć ją muszę
Bo mam grzeszną duszą

Ginekolog czy znawca?
Wszystkim wam się pochwalę
Znam dokładnie dziewczęce detale

Chętna nie lubi wierszy
Pisali o  niej wiersze poematy
Ja nie pisałem a brałem ją za kwiaty

Była tak uskrzydlona
Sfrunęła
Pozostała mi żona

One to lubią
Mam instynkty zwierzęce
Może tym ją zachęcę

W smole niewygodnie
Tak mnie urzekła
Poszedłbym z nią do piekła

NP. dla mnie
Nie dla drania
Ta łania
Dla artysty
Z górnej listy

Kogutek w ramionach?
W ramionach ukoję twój smutek
Jak kurkę kogutek

Nieudana randka
Miałem ochotę na  kózkę
Zwabiłem pod  brzózkę
Lecz tam kozioł inny
Z kozą czynny

Lub inne świecidełko
Chodziła samopas
Skruszył ją topaz

Czym?
Blondynki brunetki
Ja wszystkie was kobietki
Uwodził bym
Dopiszcie sobie rym

Sukces cały
Sukcesu połowa
Gdyś Casanowa

Wstydliwy
Jedno u niej najbardziej cenił
Nie wymienił

Nie  krewki i co dalej?
Gdy chłop z ciebie nie krewki
Nie smaruj  do żadnej cholewki

Oj uważaj!
Pieścił każdy skrawek mego ciała
Zwierza się przyjaciółce omdlała

Nie mam się w co ubrać
Ćwierkają ptaszki
Gotuj pieniążki na nowe łaszki

Każda ma swój magnez
Ach jak działa na mnie ich magnes
Raz Basi  raz Asi raz Agnes

Mój magnes iglasty
To i ja mam magnes w mojej busoli
Strzeżcie się  on zniewoli

Taki jej potrzebny
Wyczuła
Że ze mnie Don Juan

Kocham nie ma liczby mnogiej
Kochać należy mówić w liczbie mnogiej
Wszak dziewczęta mają po dwie nogi

Nie ma statystyk
Wiecie czy wy
Ile rocznie ubywa cnotliwych?

Zaczekaj jak dorośnie
Poderwał bym jakiego podlotka
Choćby do głaskania jak kotka

Widzę jak lolita
W oczach rozkwita
Poczekam
Aż się pozbędzie pod nosem mleka

Mnie nie bój się
Nie jestem najgorszy
I tak cię ktoś kiedyś zgorszy

Nie spiesz się
Pomału pomału
Dojdziesz do finału

Ogłoszenie dałem w Internecie
Która się odda poecie?
Najpierw chciały sprawdzać talenta
Jaka w nim pointa

Wiedział to już Noe
Kobieta wino i śpiew
Rozgrzewa krew

Czasem w pojedynkę lub we dwie
Drapać się do siódmego nieba
W dwoje osób trzeba

Ma zapałki?
Ludzkie ciepło opału uczuć wymaga
Najłatwiej je wskrzesza naga

Najlepszy brak portfela
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka

Nie dziwię się babce
Dziwi się babka
Że u dziadka na młódkę chrapka

Kur zapiał!!!
Wszystkie panie z podwórka
W dwuszeregu zbiórka

Poczekam
Lolita
Rozkwita 

I nie tylko do podziwu
Twoja postać jak Wenus Fidiasza
Do podziwu urody zaprasza

Noc  nie starczy?
Poradziła mi moja panna
Najlepsza miłość poranna
 
Tak mało się napisało?
W uczuciach do cię jestem pierwszy
Więc napisałem ten dwu wierszyk 

Oferta
Która miłości łaknie
U mnie jej nie zabraknie
Mam w sercu dwie komory
W nich uczuć zapas spory
Każdą czułością obdarzę
Gdy zechce być ze mną w parze

Tak późno?
Gdy pozwala mi odpiąć stanik
Przestaję mówić jej „pani”

Ach ileż to tych zepsutych?
Byli do szczętu zepsuci
Nie mogli się oprzeć chuci

Oświadczyny
Na rekach cię poniosę  
Pod same niebiosa

Od początku świata
Erotyka
Wszystkich dotyka

Koniec szlus
Złote myśli
Z głowy mi wyszli

Dewiza każdego mężczyzny
Jedna w życiu?
W życiu

Niejeden
W skórze węża
Zwyciężą

Bujajmy się razem
Bujaj się Fela
Byle nie w obłokach

A gdy widzisz dwie?
Gdy widzę golaskę
Przyzwoitości zdejmuję maskę

Wiara czyni cuda
Nie wierzy pesymistka
Że wreszcie straci to z pod listka

Odwagi odwagi
Przysłałem do niej swata
Bo mnie samego tchórz oblata

To pisz wiersze
Najpiękniejsze są dziewczyny moich marzeń
Nie chcą się ucieleśnić

Dostaniesz po gębie
Załóż w małżeństwie książkę zażaleń
Przedłóż ją teściowej

Reklama jest dźwignią
Nie chwal się żoną
Robisz jej reklamę

A myśleniem nic nie spłodzisz
Straciłem dla niej rozum
Bezmyślnego nie chciała

Czasem dłońmi. Mamy przykłady
Wódz przemawia palcem wskazującym

I to na pasku
Raz wszedłem do jej domu
Wyjście było tylko do kościoła

Tak patrzę na dziewczynę
Sposób patrzenia bywa wielomówny


Rzucaj w twarz
Słowa rzucone na wiatr rozpuszczają się na wietrze

Zachłanny
Otwórz się sezamie
Ale tylko dla mnie

Tylko nie wódką
Gdy miłość kiełkuje podlewaj ją obficie
Będzie wydawała plon przez całe życie

W nocy też?
Kobiety są zmienne
Na porządku dziennym

Potrzebuje zawsze
Jej wysokość małżonka
Nieraz potrzebuje postronka

Radzę raz z jedną raz z drugą
Drapać się do siódmego nieba nie da się w pojedynkę

Szanujmy Putina
Źle się dzieje
Gdy wiatr od wchodu wieje

Ostatnio mamy przykłady
Przy wodzu chodźmy w kaftanie bezpieczeństwa
Lub z kadzielnicą

Coś z polityki
Nie nosi się ma plecach worka z szydłem

Nie ta zwierzyna?
Strzelał tak często do niej oczami
Zastrzelił i oblał się łzami

Kola  hola
Pachną  mi twoje spojrzenia pachną słowa
Boś ty moja królowa

Gdy działamy!
Nadzieja rośnie
Gdy myślimy jednogłośnie

Mnie tak
Latawica
Nie zachwyca

I vice versa
To szczęścia chodzą parami

Zgadnij jakie
Nie tylko prawda leży pośrodku
Dwie prawdy
  
Mądrość ludowa
Wdrapać się do siódmego nieba nie da się w pojedynkę

 Mądrość ludowa
Ludzkie ciepło wymaga opału uczuć

Jeśli szczerze?
Mówię ci to szczerze
Zawrzyjmy erotyczne  przymierze

To się trzyma w tajemnicy
Przyjaciółce się zwierza
Że ma rycerza







































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz